Strony

Strony

sobota, 13 listopada 2021

Dziki Pyłek - rozdział 2 i 3

Cześć kochani ❤ Nawet nie wiecie, jak się cieszę że czytacie moje opowiadanie i zostawiacie swój ślad w postaci komentarza, to bardzo wiele dla mnie znaczy. Nie spodziewałam się, że fanfiction zostanie tak serdecznie przyjęte i z przyjemnością publikuję dzisiaj dwa kolejne rozdziały.

Na początek jednak krótkie przypomnienie fabuły.

Dziki Pyłek to połączenie dwóch ukochanych przeze mnie serii książek, Sagi o Ludziach Lodu oraz uniwersum Harry'ego Pottera. Szesnastoletnia Villemo Gard posiada moce, które odziedziczyła po swoich wyjątkowych przodkach, Ludziach Lodu. Wiedziona przeczuciem spełnienia swojej misji, wyjeżdża do Londynu, by uczyć się w najsławniejszej szkole magii, Hogwarcie i stawić czoła niznanemu niebezpieczeństwu. Gdzieś czycha zło, gotowe zaatakować, a Villemo przeczuwa, że jej zdolności będą potrzebne by je zwalczyć.

Uwaga, w niektórych rozdziałach występuje przemoc.

Pozostałe rozdziały znajdziecie TUTAJ.


Rozdział II

"Skarb Ludzi Lodu"




Tydzień minął bardzo szybko i nie było w nim miejsca na imprezy i inne szaleństwa. Villemo postawiła sprawę stanowczo, uczy się do oporu, przecież nie może zawalić egzaminu.
Jej przyjaciółka Bjorg przestała wydzwaniać i zachęcać ją do wyjścia z domu. 25 września, czyli wieczór przed wyjazdem, przyszła do Villemo spędzić z nią ostatni dzień. Wspominały stare czasy, dawne zauroczenia i śmiały się ze starych liścików, które pisywały sobie podczas lekcji.

Krótko po osiemnastej rozległo się pukanie i do pokoju weszła Guro, matka Villemo:
- Przepraszam was dziewczynki, możecie zejść do nas za chwilkę? - zapytała bardzo uprzejmym tonem.
- Oczywiście, posprzątamy i przyjdziemy – odpowiedziała równie grzecznie Villemo.
Kiedy Guro zniknęła za drzwiami Bjorg zaczęła chować pogniecione karteczki do misternie ozdobionego pudełka.
- Zawsze podziwiam to, jak odnosicie się do siebie, szkoda, że z moimi rodzicami się tak nie da.
Villemo posmutniała na myśl o surowej matce i uległym ojcu przyjaciółki, którzy rozwodzą się już od dobrych kilku lat. Z jednej strony ciągłe kłótnie, a z drugiej beznamiętna obojętność.
- A jak twoi starzy, nadal w stanie wojny? - zapytała.
- Wiesz jacy oni są. Dla nich dzień bez sprzeczki, to dzień stracony. Nie mówmy o nich, twoja mama czeka, co nie?
Bjorg nie chciała wspominać rodziców, aby nie popsuć miłej atmosfery tego domu. Ostatni dzień z przyjaciółką miał być wyjątkowy.

W salonie czekała ciepła i pysznie wyglądająca kolacja: tosty z serem, szynką i pieczarkami, kompot i ciasto z brzoskwiniami. Guro położyła na stole sztućce i świeże kwiaty, a jej mąż Kirsten rozlewał kompot do szklanek. Obaj byli szczupli i zwinni niczym nastolatkowie, i tylko lekka siwizna i kilka zmarszczek świadczyły o ich prawdziwym wieku. Matka Villemo miała jasne, proste włosy, a ojciec czarne jak węgiel (choć już nie tak bujne jak kiedyś). To co łączyło tych dwoje, to bardzo ciemny kolor oczu, zupełnie nieprzypominający kocich tęczówek Villemo.
- Wow, jesteście niesamowici – podsumowała kolację Bjorg.
- To nic takiego, siadajcie. – Guro zaprosiła wszystkich do stołu.
- Villemo jutro wyjeżdża, a jest pewna bardzo ważna sprawa, którą musimy załatwić. Myślę, że to dobry moment. Ale śmiało jedźcie, jedźcie, to w niczym nie przeszkadza.
- O co chodzi? - zapytała szczerze zdziwiona Villemo, nie spodziewając się już żadnych nieplanowanych wydarzeń.
Kirsten podszedł do dużej, staroświeckiej komody i wyjął z niej równie starą i sporą skrzynkę. Nie bez wysiłku podał ją córce, a ta położyła ją koło siebie na kanapie. Nie wiadomo z jakiego powodu towarzyszyła temu podniosła cisza, przerywana jedynie głośnym tykaniem zegara.
Villemo i Bjorg przyglądały się skrzyni z wyrazem zachwytu i podekscytowania. Jej grzbiet był pięknie rzeźbiony w misterne węzły, pośrodku których znajdował się obrazek przypominający korzeń. Z przodu wśród ozdobnych pnączy zobaczyły duży otwór na klucz.
- Co to jest? - zapytała Villemo otrząsając się z zachwytu.
Guro i Kirsten popatrzyli na siebie, co dowodziło, że robili teraz coś, czego nie do końca byli pewni. Dziewczyna znała ich sposób wspierania się wzrokiem zawsze wtedy, kiedy musieli podjąć jakąś trudną decyzję. Pan Gard zdobył się na ostateczny krok.
- Villemo, to co trzymasz przed sobą, to Skarb Ludzi Lodu.

Oczywiście słyszała historię o skarbie, ale dotąd nie wierzyła, że on nadal istnieje. W jego skład wcale nie wchodziły pieniądze, czy biżuteria, ani żadne drogie kamienie szlachetne.
To, co Ludzie Lodu mieli najcenniejszego, to zbiór magicznych formuł, tajemnych ingrediencji, zebranych na przestrzeni kilkuset lat, chociaż większość pochodziła z około XVI wieku.
Przedmioty te były przekazywane wśród Ludzi Lodu z pokolenia na pokolenie i najczęściej wykorzystywane przez tych, którzy mieli dar leczenia ludzi.
Ze względu na to, że w skład skarbu wchodziły także groźne eliksiry i trucizny, bardzo rozważnie wybierano osoby, które miały go dostać. Ludzie Lodu ukrywali je w tajemnicy przed tymi, którzy naznaczeni byli klątwą Tengela Zlego, czyli dotknięci złym dziedzictwem. W ich obecności nie wolno było o skarbie ani mówić, ani tym bardziej go pokazywać.
Wielu było takich, którzy ukrywali swoje moce, a kiedy udało im się dostać do skrzyni stawali się bezwzględni i rządni władzy.

Villemo zrozumiała, że według tej historii skarb należy do niej, gdyż to ona odziedziczyła magiczne zdolności swoich przodków. Ale dlaczego jej rodzice wyglądają na takich niepewnych? Zapytała ich o to czując, że odpowiedź może nią wstrząsnąć.
- Kochana Villemo – zaczął jej ojciec lekko ochrypłym głosem – zanim usłyszysz to, co chcemy ci powiedzieć, wiedz, że nigdy nie wątpiliśmy w twoją dobroć. Jesteś najwspanialszą osobą jaką znamy i nie mówię tego dlatego, że jestem twoim ojcem.
Dziewczyna poczuła na karku dreszcz, jakby musnęło ją lekkie mroźne westchnienie śmierci.
- Było jednak wśród Ludzi Lodu kilka osób takich jak ty, przemiłych, uzdolnionych, ale które pod wpływem skarbu zmieniły się – kontynuował Kirsten - Obudził się w nich demon, chociaż nie stało się to nagle. Skarb należy do ciebie, ale błagamy cię, nie daj mu się obezwładnić. Korzystaj z niego czyniąc dobro, a odkryjesz niesamowite sekrety naszego ludu, wyniesione aż z odległej tundry. Tego nie nauczysz się w żadnej szkole.

Villemo nigdy nie przyszło do głowy, że mogłaby używać czarów niezgodnie z prawem, wręcz wydawało jej się to śmieszne. Poważne miny rodziców kazały jednak nie podchodzić do tej sprawy, jak do szalonych wymysłów.
- Obiecuje wam, że zrobię wszystko, abyście byli ze mnie zawsze dumni – powiedziała wstając i obejmując uspokajająco.
Guro otarła ukradkiem łzę i odsunęła córkę na wyciągnięcie ramion.
- Wiemy kochanie, nigdy w to nie wątpililiśmy. No, ale dosyć smętów, otwórz ją – to mówiąc podała Villemo duży, mosiężny klucz.
Dziewczyna podeszła do skrzyni i już po chwili wszyscy przyglądali się jej zawartości.

Na pierwszy rzut oka wnętrze wypełniały przeróżne materiałowe woreczki i szklane flakoniki posegregowane w małych przegródkach. Do większości były dołączone karteczki z krótkim opisem. Villemo odczytywała zgrabne i ozdobne pismo: belladona, ziele ostrożenia, krwawnik, bieluń, rumianek, mniszek lekarski, żywica, korzeń tataraku. Villemo odłożyła na bok odczytane woreczki zwracając uwagę na kilka oznaczonych napisem „trucizna”.
Pod spodem znajdowały się większe woreczki i małe papierowe ruloniki z przepisami na mikstury. Villemo rozwineła jeden z nich i odczytała tytuł: „Maść czarownic”. Spojrzała na Bjorg, która czytała koleżance przez ramię.
Wzięła do ręki jakieś małe zawiniątko leżące w samym rogu skrzyni i zaczęła je rozwijać czując, że w środku jest coś kruchego i podłużnego. Rozchyliła lekko materiał i ujrzała wysuszone męskie genitalia, więc szybko zawinęła je z powrotem zerkając ukradkiem na rodziców, ale oni zdawali się nie dostrzec zawartości.
- Resztę obejrzę później, jeśli nie macie nic przeciwko – powiedziała, bojąc się, czego może się jeszcze spodziewać. Powkładała woreczki z powrotem na miejsce i zamknęła skrzynkę na klucz.
- Jak uważasz kochanie, to może dojedzmy kolacje – zaproponowała Guro i usiadła z mężem do stołu.
Wysuszony i pomarszczony męski członek odebrał dziewczynom apetyt, więc wstały od stołu grzecznie przepraszając.
Villemo wzięła skrzynię i kiwnęła do Bjorg by poszła za nią. Zanim wyszła ucałowała rodziców i jeszcze raz poprosiła ich o wybaczenie, że tak nagle odchodzą od stołu.
- Nic nie szkodzi, rozumiemy, że chcesz na spokojnie przejrzeć to, co ci przekazują przodkowie. Idźcie, ja i ojciec i tak jesteśmy już zmęczeni, dobranoc.
- Dobranoc mamo.
- Dobranoc państwu.
Pożegnały się i pobiegły na piętro do pokoju Villemo.

Ledwo weszły do środka, stanęły jak sparaliżowane. W pokoju panował straszny bałagan, szuflady były pootwierane, a ich zawartość rozsypana po podłodze. Pościel, książki, zeszyty, niemal wszystko zostało rzucone na podłogę. Wiatr wdzierał się przez szeroko otwarte okno, poruszając firanami i rozsypanymi szkolnymi liścikami.
- Ktoś się tu włamał – szepnęła drżącym głosem Villemo zamykając za sobą drzwi.
- I czegoś szukał – dodała Bjorg zerkając na skrzynkę w rękach przyjaciółki.
- Tak, Skarbu Ludzi Lodu.


Rozdział III

"Przygodę czas zacząć"


- Musimy powiadomić twoich rodziców – powiedziała stanowczo Bjorg, ale Villemo chwyciła ją za nadgarstek, wciągnęła do pokoju i zamknęła drzwi.
- Nie ma mowy, oni nie mogą się o tym dowiedzieć!
- Co? Zwariowałaś? Przecież to mógł być jakiś psychopata, który czyha teraz pod twoimi oknami, by was zamordować – wykrzyknęła brunetka, patrząc z niedowierzaniem na swoją przyjaciółkę.
Villemo pokręciła stanowczo głową.
- Nikogo tu nie ma, on odszedł. Nie pytaj skąd wiem, po prostu mi zaufaj i się uspokój.
- Znowu te twoje przeczucia, co? - zapytała Bjorg zdenerwowana – Powinnaś zadzwonić na policję.
- Nie mogę. Jak moi rodzice dowiedzą się, że ktoś włamał się do domu, to zabronią mi wyjechać. Załatwią mi ochronę policyjną, wynajmą detektywa i ogólnie popadną w paranoje.
- To raczej zrozumiałe w takiej sytuacji...
Villemo podniosła z podłogi kilka rzeczy i rzuciła je zirytowana na łóżko. Wkurzało ją to, że jej przyjaciółka nie potrafi zrozumieć tego, co ona. Wyjazd do Hogwartu to rzecz najważniejsza, ważniejsza nawet on jej bezpieczeństwa.
- Bjorg, masz siedzieć cicho, rozumiesz – powiedziała blondynka, wpatrując się w twarz przyjaciółki dużymi, zielonymi oczami – nikt nie może się o tym dowiedzieć i jeśli jesteś moją prawdziwą przyjaciółką, zrobisz to dla mnie.
Druga dziewczyna wytrzymała przez chwilę jej stanowcze spojrzenie, po czym westchnęła i spuściła wzrok.
- Niech ci będzie, zgoda. Mam nadzieję, że się nie mylisz, nie mam zamiaru natknąć się w drodze powrotnej na psychopatę.
Villemo kiwnęła głową na znak porozumienia i rozejrzała się po pokoju. Prócz ogólnego bałaganu nic nie zostało zniszczone, za co była wdzięczna losowi. Zrobią porządek, a jej rodzice się nie zorientują, że coś tu zaszło.
Miała kilka powodów, by nie mówić im o włamaniu. Przede wszystkim nie chciała ich martwić. Wiedziała, że jej bezpieczeństwo jest dla nich najważniejsze i że nigdy nie pozwoliliby na wyjazd, gdyby wiedzieli, że może jej coś grozić. Skoro ktoś włamał się tutaj i próbował odszukać skarbu, to znaczy, że może go szukać nadal. Jednak co ważniejsze, o skrzyni wiedziała tylko jej rodzina, więc jest duże prawdopodobieństwo, że włamywaczem jest ktoś związany z Ludźmi Lodu. Czuła, że ma to jakiś związek z jej snem i tym, że musi wyjechać do Hogwartu. Nie mogła teraz popełnić błędu i tego zepsuć jakimś nieprzemyślanym ruchem.

Wiatr zaczął się wzmagać, więc dziewczyny podeszły do okna i po krótkiej walce z firaną i zasłonami udało się je zamknąć. Bjorg wyjrzała ukradkiem na zewnątrz, ze strasznym przeczuciem, że za rogiem ukrywa się włamywacz.
- Jak on się tu dostał? Przecież do ziemi jest z 7 metrów.
- Po drzewie.
Dziewczyna zerknęła na sporą lipę rosnącą w znacznej odległości od okna, której gruba łodyga sięgała niemal do ramy.
- Nie zapominaj – powiedziała Villemo widząc powątpiewanie w oczach przyjaciółki – że dziesiątki razy opuszczałam pokój, schodząc po tym drzewie.
- Tak, tylko że ty jesteś wicemistrzynią w lekkoatletyce, dla ciebie ta lipa to nic takiego.
- Widocznie ten ktoś jest równie zwinny. No, ale późno się robi, pomożesz mi posprzątać?
Kolejna godzina minęła dziewczynom na doprowadzaniu pokoju do ładu. Bjorg rozmyślała wciąż o tym, czy robi słusznie udając, że nic się nie stało i kryjąc kłopoty przyjaciółki, a Villemo była myślami w Anglii, w nowej szkole i z tajemniczą misją do rozwiązania. 

Trzecia osoba, nieznana im, obserwowała je z odległości kilkunastu metrów, po czym założyła kaptur i zniknęła w ciemnej uliczce. Jej myśli były niepokojąco podobne do Villemo, tylko zdecydowanie mniej sympatyczne.

Z samego rana zdarzyła się rzecz dosyć niespodziewana. Kiedy cała rodzina jadła w salonie wspólnie śniadanie, przez okno wleciała sowa. Była duża, szara i miała ogromne stalowe oczy. Z lekkością wylądowała na stole, wypięła dumnie pierś i zahukała donośnie, co mogło być czymś w rodzaju „dzień dobry”. Najdziwniejszy był jednak fakt, że w dziobie trzymała list.
Gardowie patrzyli na zwierzę z lekkim osłupieniem i ogromnym zafascynowaniem. Villemo pierwsza wzięła się w garść, sięgnęła do sowy i wzięła z jej dzioba list. Koperta była zapieczętowana czerwonym lakiem, nad którym widniał stempel z wizerunkiem zamku.
- To list z Hogwartu – powiedziała i zaczęła go otwierać – wybaczcie, zapomniałam wam powiedzieć, że oni kontaktują się poprzez sowy – dodała przepraszającym tonem, ale tak naprawdę bawiła ją ta sytuacja. Jej rodzice odłożyli sztućce i wpatrywali się w zwierzę jak w obrazek.
- Ta szkoła jest niesamowita – szepnęła Guro, bojąc się, że spłoszy sowę – zobacz, jaka wspaniała koperta, dawno czegoś takiego nie widziałam.
- O tak, wszystkie maile i smsy mogą się schować, to jest prawdziwa sztuka pisania – dodał Kirsten, kiedy córka podała mu kopertę, a sama zaczęła czytać list:
- Szanowna Panienka Villemo Gard. Dyrekcja Szkoły Magi i Czarodziejstwa w Hogwarcie pragnie uprzejmie poinformować, że dzisiejsze egzaminy zostały przełożone na jutro, czyli 27 września, tj. środa. Za utrudnienia przepraszamy i życzymy miłego dnia. Z wyrazami szacunku Minerwa McGonagall, Dyrektor szkoły.

Sowa rozpostarła potężne skrzydła, ponownie zahukała i bezszelestnie wyleciała na zewnątrz. Villemo wyjrzała za nią, ale nie było śladu po zwierzęciu, więc przymknęła lekko okno.
- No cóż, to nie zmienia zbyt wiele, i tak mam nocować u Klary. Będę miała więcej czasu na powtarzanie.
Schowała list do koperty z uczuciem niepokoju. Mogło być tysiące powodów przesunięcia egzaminów, a myślała o tych najgorszych, już sama nie wiedziała, czy to przeczucia, czy lekka przesada.
- Daj sobie w końcu odpocząć Vill, poświęć ten czas na poznanie Klary i jej rodziny, może pójdziecie w jakieś fajne miejsce?
Guro i jej córka zaczęły sprzątać stół po śniadaniu, a Kirsten zerknął na wielki stojący zegar w kącie.
- Już ósma, tata Klary zaraz tu będzie. Upierał się, by spotkać się u nas, a nie na lotnisku. Mówił, że masz nie szykować prowiantu na drogę, Guro – powiedział do żony, która już pakowała bułki do plecaka Villemo.
- Nie rozumiem dlaczego. Sam coś przygotował? Przecież to zbędny kłopot, miałam zamiar zrobić prowiant dla ich obu. Lot z Bergen do Anglii trwa co prawda tylko trzy godziny, ale lepiej nosić, niż się prosić, czy tak?
Villemo już miała odpowiedzieć coś w stylu „I tak niczego nie zjem”, kiedy z salonowego kominka buchnęło zielone światło i stanął przed nimi ojciec Klary.
Guro upuściła worek z bułkami na podłogę, Kirsten się zakrztusił, a Villemo pisnęła przerażona.
- Fryderyku! - wydyszała pani Gard – na śmierć nas wystraszyłeś. Co ty tu...jak ty się tu...to znaczy…
Gość ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek.
- Witaj Guro, dzień dobry Kirstenie – ukłonił się lekko do pana Garda, po czym spojrzał na ich córkę – a to jest oczywiście nasza kochana Villemo. Piękna panienka z ciebie wyrosła.
Dziewczyna podziękowała, ale wciąż patrzyła na Fryderyka wielkimi oczami. Był wyższy o głowę od jej ojca, szczupły i dziwacznie elegancki. Miał na sobie fioletowy garnitur z wieloma kieszeniami i czarną muszkę. Brązowo siwe włosy opadały niedbale na ramiona, a niebieskie oczy były wesołe i szczere. Cała twarz wyglądała, jak wyciosana z drewna, tyle miała zmarszczek, mimo to sprawiał wrażenie bardzo sympatycznej osoby.
- Macie bardzo czysto w kominku – zauważył Fryderyk – wyglądam nieskazitelnie, dziękuję.
Villemo przyniosła dzbanek z sokiem i szklankę, postawiła ją obok gościa.
- Wujku, czy ty przed chwilą...wyszedłeś z naszego kominka?
To pytanie zabrzmiało dla Gardów tak dziwacznie, że aż poczerwienieli. Nigdy wcześniej nie mieli z czymś takim do czynienia, a ojciec Klary zdawał się całkowicie niewzruszony.
- Oczywiście! Chyba nie myśleliście, że przylecę tu samolotem? - odpowiedział beztrosko i nalał sobie soku – Ze względu bezpieczeństwa nie mogłem wam tego wyjaśnić telefonicznie, ale w świecie czarodziejów podróżowanie siecią Fiuu, czyli przez kominek, jest jednym z najprostszych sposobów przemieszczania się.
Guro i Kirsten byli zachwyceni jak małe dzieci, ale to, co czuła Villemo było czymś jeszcze intensywniejszym. Rozpierała ją taka ekscytacja, że przez moment zapomniała o egzaminach, włamywaczu, a nawet o tym, by oddychać.
- To jest niesamowite.
- Niesłychane.
- Cudowne.
Fryderyk zaśmiał się przyjacielsko i wziął do ręki jedno z ciastek, które leżało na stole i mówił dalej:
- Oczywiście Villemo i ja przeniesiemy się do naszego domu w ten sam sposób. Nasza młoda czarownica musi przywyknąć do wielu rzeczy, a to jest dobry początek.
Ojciec Klary wiedział, że córka Gardów nigdy nie miała styczności ze światem czarodziejów, czuł się więc zobowiązany jej pomóc, szczególnie że będzie jakiś czas mieszkać pod ich dachem. Długo i szczerze on i jego żona zapewniali Gardów, że ich córeczka będzie bezpieczna i szczęśliwa. Wziął sobie za honor dotrzymać słowa.
Villemo krzątała się po mieszkaniu zabierając ostatnie potrzebne rzeczy, wyobrażając sobie, jak wchodzi do kominka, a ten ją porywa niczym odkurzacz. Poczuła lekki skórcz w żołądku. Ta sowa i pojawienie się wujka uświadomiły jej, że to wszystko już się dzieje. Zaraz porzuci normalne życie i wpadnie w wir innego świata. Świata, dla niej tak dziwnego i niezrozumiałego, że zaczęła wątpić, czy da radę się w nim odnaleźć. Bez rodziców, bez przyjaciół, bez Bjorg, która zawsze ją wspierała. Cała ta podróż wydawała jej się teraz mniej przyjemna, po raz pierwszy od wielu miesięcy czuła, jaka jest niedoświadczona i niepewna. Miała tylko 16 lat, a wzięła sobie na barki całkowitą zmianę swojego życia. Mimo wątpliwości nie miała zamiaru zmieniać zdania, decyzje podjęła wraz z wszelkimi jej wadami.
- Wezmę tylko walizkę i jestem gotowa – powiedziała lekko załamanym głosem.
- Poczekaj, nie ma takiej potrzeby. - Fryderyk wstał, wyciągnął zza marynarki różdżkę i wycelował nią w stronę schodów – Accio Walizka.
Z piętra dobiegł ich stukot i już po chwili zobaczyli czerwoną walizkę unoszącą się w powietrzu, która zmierzała w ich stronę.
Gardowie w milczeniu obserwowali lewitujący przedmiot, byli oszołomieni i szczerze zafascynowani, co wzbudzało dumę w sercu Fryderyka.
Villemo znała to zaklęcie z książki, ale czytać o magii to jedno, a widzieć ją na własne oczy, to zupełnie coś innego.
Po słowach uznania, zachwytu i niedowierzania przyszedł czas na pożegnanie. Ze wszystkich trudnych sytuacji Villemo najbardziej obawiała się właśnie tego momentu. Uścisków nie było końca, tak samo jak łez, słów pociechy, zapewnień, że wszystko będzie dobrze. Rodzina Gardów była bardzo ze sobą zżyta, a głęboko zakorzenione poczucie więzi rodzinnej sprawiało, że mało kto upuszczał swoje rodzinne strony. Szesnastolatka wyjeżdżająca do innego kraju to była wyjątkowa sytuacja.

- Czas ruszać, nie ma sensu dłużej zwlekać – zakończyła pożegnania Villemo i dała znak wujowi, że jest gotowa.
Wzięła do ręki walizkę i stanęła koło kominka. Fryderyk podał jej do ręki garść zielonego proszku.
- To jest proszek Fiuu. Wejdź do kominka i wypowiedz na głos wyraźnie „ Brick Street 3, Londyn”, potem rzuć proszek pod nogi, tylko zamknij oczy i usta.
Villemo spojrzała na rodziców i uśmiechnęła się do nich widząc, że trzymają kciuki. Pochyliła się i weszła do kominka, ciągnąć za sobą walizkę. Pomyślała o Bjorg, która na ten widok dostałaby niepohamowanego ataku śmiechu i sama zaczęła się śmiać. Po chwili się uspokoiła, zamknęła oczy i powiedziała „Brick Street 3, Londyn”, rzuciła proszkiem i zniknęła w szmaragdowo rozświetlonym kominku.

Poczuła gorący podmuch wiatru i uderzające w twarz drobinki pyłu. Wydawało jej się, że widzi jakieś jasne punkciki przed oczami, tak jakby przelatywała obok okien unosząc się nad ziemią. Przedziwne uczucie trwało kilka sekund, po których stanęła na twardym gruncie. Przez chwilę niczego nie widziała, bo oczy zaszły jej łzami, a w ustach czuła smak popiołu. Poczuła, że jakieś ręce chwytają ją za nadgarstki i ciągnął do siebie, a inne zabierają od niej walizkę. Zrobiła krok, rozchyliła powieki i zobaczyła przed sobą jakiś nieznanych ludzi w małym, ale jasnym pokoju.
- Villemo, tak miło cię poznać – powiedziała drobna czarnowłosa dziewczyna – jestem Klara.
- Kochanie, daj jej troszkę ochłonąć – skarciła ją kobieta stojąca obok, sądząc po podobieństwie jej matka.
Villemo potrzebowała chwili, by się odnaleźć. Odgarnęła włosy z twarzy i stwierdziła z zaskoczeniem, że jest w zupełnie innym miejscu niż kilka sekund temu. Zniknęli jej rodzice, jej salon i wujek Fryderyk. Stała teraz przed dwiema kobietami, podobnymi do siebie, jak dwie krople wody. Czarne włosy, brązowe oczy za okularami i krępe postury. Obróciła się za siebie i utwierdziła w przekonaniu, że faktycznie wyszła z kominka. Czyli jest już w Londynie, przygoda się zaczęła.



Dziękuję za uwagę i do następnego ❤

18 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe rozdziały 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe ciekawe na co te wysuszone męskie genitalia działają^^ fajnie tak przenieść się do świata HP w innej odsłonie, jaka to cudowna odskocznia od codzienności:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze się czyta:)
    Co do szkatułki to mam w domu podobną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi ❤️ O, zazdroszczę takiej szkatułki 😊

      Usuń
  4. Super pomysł z takim cross-overem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. pewnie że się ciekawie czyta, kontynuuj :) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha fajnie czytać jak ktoś zadziwia Ludzi Lodu bardziej niż to oni zwykle zadziwiali innych :D. W ogóle świetne połączenie obu serii, wciąga! Jestem ciekawa jakie to niebezpieczeństwa czyhają na Twoją bohaterkę i jak sobie poradzi w Hogwarcie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie, trochę rolę się odwróciły 😁 Dziękuję ❤️

      Usuń
  7. Oooo jaaaakie to fajne, bede czytac i sledzic dalej. Bardzo wciaga. Brawo Klaudus :) Fajne polaczenie wymyslilas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakie to jest wspaniałe!!! Przeczytałam 3 rozdziały i mam niedosyt! 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Wam za każdy komentarz:) Jeżeli jesteś anonimowy to proszę podpisz się imieniem lub nickiem, będzie nam łatwiej konwersować:)